WielkaMOC
„Bo jeśli nie ma zmartwychwstania, to i Chrystus nie został wzbudzony; a jeśli Chrystus nie został wzbudzony, tedy i kazanie nasze daremne, daremna też wasza wiara; [...] Jeśli tylko w tym życiu pokładamy nadzieję w Chrystusie, jesteśmy ze wszystkich ludzi najbardziej pożałowania godni”. 1 List do Koryntian 15:13-22
Spróbujmy sobie wyobrazić ten poranek, który zmienił bieg historii świata. Kiedy to trzy kobiety (no właśnie... kobiety. Zachęcam do zapoznania się z artykułami J. Kmiecik i M. Rasska) o brzasku szły z tzw. ostatnią posługą. Co mogły więcej zrobić dla mistrza nad przyniesienie balsamów, maści, płócien (a wszystko to bardzo kosztowne wówczas). Pogrążone w smutku, a mimo to i w takiej chwili niepozbawione jakże kobiecego pragmatyzmu... „Ale kto odwali nam kamień?” – zastanawiały się w drodze. Do tego szły uhonorować dysydenta – musiały się obawiać także o aresztowanie (notabene – w tym czasie uczniowie ze strachu nie opuszczali zamkniętego pomieszczenia). Kochające mistrza nad życie... a jednak jak się okazuje, w ogóle nierozumiejące Jego powołania, Jego słów, istoty Jego namaszczenia.
Co by było, gdyby zastały grób tak jak oczekiwały... zamknięty, strzeżony i z ciałem Jezusa w środku? Tenże grób stałby się miejscem pielgrzymek, możliwe – że jak w przypadku Elizeusza – zwłoki, które dotknęły kości rabina Jeszuy, ożywałyby. I całkiem możliwe, że w obrębie judaizmu do dzisiaj zachowałby się nurt reformatorski rabina z Nazaretu. Może studenci na uniwersytetach – zgłębiając zajęcia z etyki, filozofii bądź literatury (zakładając, że uczniom chciałoby się napisać chociaż jedną Ewangelię, nie mając „happy endu”) – poznawaliby nauki cieśli-reformatora... Brzmi absurdalnie, ale niestety do tego sprowadza się chrześcijaństwo pozbawione mocy zmartwychwstania.
Najwspanialsze nauki Chrystusa, nawet najbardziej spektakularne Jego cuda (pamiętajmy, że i Stary Testament nie pozostaje w tej dziedzinie w tyle) nie zmieniłyby świata BEZ MOCY ZMARTWYCHWSTANIA. To pokonanie śmierci – zdeptanie jej mocy – dopełniło planu odkupienia. Tymczasem jakże często my, Kościół Jezusa Chrystusa, pomijamy fakt, że On prawdziwie żyje – że tu i teraz panuje nad wszelką zwierzchnością, buduje swój Kościół, ma klucze życia i śmierci. Jeżeli nie trwamy w mocy zmartwychwstałego Chrystusa, zaczynamy akceptować w swoim życiu niemoc, bezowocność, śmierć. Nie mówię o śmierci fizycznej – z tym Chrystus rozprawi się przy powtórnym przyjściu. Mówię o wszystkim, o co staliśmy w wierze, lecz poddaliśmy się, o marzeniach i pragnieniach, których brak realizacji jest jak rana, o zmaganiu się w powołaniu, o chorobie, niedostatku, samotności, zdradzie, niemocy, nieprzebaczeniu... Składamy te dziedziny w „grobie”, namaszczamy religijnymi tezami, zamykamy kamieniem, aby nie ranić siebie widokiem niespełnienia, a pomocni przywódcy podarują nam także strażników, którzy przegonią „intruzów”, chcących zajrzeć do środka, a nie daj Boże powiedzieć, że przecież jest obietnica mówiąca o zmartwychwstaniu.
Ale chcę Wam dzisiaj powiedzieć – i sobie też – że śmierć nad nami panować nie będzie, że Bóg przychodzi do naszego życia, że przychodzi do Kościoła, by odwalić kamień jakiegokolwiek „grobu”. Nie bądźmy więc zaskoczeni, gdy w miejscu „grobu”-porażki nie znajdziemy już ani strażników, ani kamienia – który sami przed latami mogliśmy zatoczyć, ani śmierci – lecz zmartwychwstałego Chrystusa. Nie patrzmy zatem na Wielkanoc tylko z religijnej perspektywy, ale zapragnijmy doświadczać mocy zmartwychwstałego Jezusa każdego dnia. Jeśli umieramy z Chrystusem, z nim też jesteśmy wzbudzeniu z martwych. Każda „śmierć” z Jezusem zawsze przynosi też Jego życie. Nie zapierajmy się Jego mocy – lecz usilnie jej szukajmy. W przeciwnym razie grozi nam pogrążanie w pięknie wyglądających rytuałach, poruszających mowach i dobrych uczynkach – a wówczas, niezależnie, jak pięknie to wszystko wygląda – jesteśmy pożałowania godni, nie ma w nas życia. I świat to niestety widzi.